wtorek, 25 lutego 2014

Ściółkowanie


Niby zawsze to wiedziałam, ale w tym roku na dobre uświadomiłam sobie, jak ogromną rolę spełnia ściółkowanie. Nie tylko w warzywniku, ale w ogóle, w ogrodzie.
Dotąd ściółkowałam skoszoną trawą i liśćmi tylko wokół młodych drzewek i pod krzaczkami owocowymi oraz na ścieżkach, ale moim celem było głównie ograniczenie chwastów. Okoliczni ogrodnicy przestrzegali mnie przed chorobami grzybowymi, które mogą z tego powodu zagrozić moim roślinom. Cóż, chyba nie do końca mieli rację. Oczywiście gruba warstwa świeżo skoszonej trawy może zacząć gnić, ale zmieszana z liśćmi i rozdrobnionymi gałązkami, nie tylko ograniczy rozwój chwastów lecz spełni znacznie większą rolę: będzie ograniczała odparowywanie wody z ziemi, zatrzymując wilgoć potrzebną roślinom do rozwoju tym samym nie będę musiała tyle podlewać.
Ale to nie koniec korzyści ze ściółkowania :-) Rozkładające się szczątki roślin odżywiają ziemię, tworzą niezbędną próchnicę stanowiąc naturalny nawóz. Jaka to oszczędność i wygoda! To niesamowite, jak natura to wymyśliła i niesamowite, a zarazem smutne, jak człowiek przez lata atakowany napędzaniem zysków firmom produkującym środki "ochrony" roślin zapomniał o tych oczywistościach.

O zaletach ściółkowania opowiada też Artur Milicki z Akademii Bosej Stopy. Zachęcam do obejrzenia tego krótkiego filmiku:



Ściółkowanie zrębkami gałęzi i liści powierzchni warzywnika powoduje, że gleba staje się bardziej urodzajna i na efekty nie trzeba długo czekać. Teraz, wczesną wiosną zacznę stosować w całym moim warzywniku tę metodę i będę pokazywać efekty w kolejnych wpisach.

Idealna ściółka powinna składać się:
* ze zrębków pochodzących z różnych gatunków drzew, w różnej wielkości, wówczas drobne części zrębek szybko zaczynają się przemieniać w materię organiczną
* dużej ilości różnorodnych liści
* słomy
* skoszonej trawy
* kompostu
* nawozu zwierzęcego
* resztek roślin ( np. po pieleniu lub rozdrobnionych resztek organicznych z kuchni)

Najlepsze w tym jest to, że aby od podstaw założyć ogródek warzywny, choćby na ugorze, na najsłabszej, wyjałowionej ziemi, nie trzeba przekopywać ziemi, nie trzeba jej orać. Wystarczy usunąć większe chwasty, zagrabić powierzchnię, przykryć kartonami (taki perz np. potrafi się przebić przez 3 warstwy kartonu!), na to warstwami, jak w kanapce, nałożyć kompost, rozdrobnione gałęzie i liście, słomę, przekompostowany nawóz naturalny, np. obornik, krowieniec czy kurzeniec, na to znowu słomę, kompost, słomę i przykryć to ziemią z ogrodu. W pierwszym roku będą tam pięknie rosły wszelkie dyniowate, typu cukinia, kabaczki, dynie czy ogórki. Nasiona należy wysiać w warstwę kompostu i zasłonić ściółką.
Podlewanie tak przygotowanego podłoża potrzebne jest tylko w pierwszym etapie, do momentu wzejścia nasion. Potem wystarczą opady deszczu. Ściółka kumuluje wilgoć, zrębki drewna chłoną wodę jak gąbka i podczas suchych dni oddają wodę roślinom.

Ważna uwaga: nie można mieszać ściółki z glebą. Ściółką tylko i wyłącznie przykrywamy glebę (warstwa ok 10 cm). Jeżeli wymieszamy ściółkę z glebą wówczas azot znajdujący się w glebie przeniknie do ściółki, a to jest bardzo niekorzystne dla żyzności gleby.

zdjęcie ze strony ekowioski

Aby wysiać nasiona wystarczy rozsunąć ściółkę położyć nasionka na ziemi, po czym przykryć je ściółką. Ważne jest aby nasiona miały styczność z ziemią i aby ukorzeniały się w ziemi a nie w ściółce, ponieważ świeża ściółka nie zawiera wystarczającej ilości azotu. Jeżeli rośliny zakorzenią się w ściółce będą wówczas wymagały dodatkowego nawozu organicznego.Gdy roślinki podrosną obsypujemy je ściółką.
W kolejnych sezonach będzie trzeba tylko dokładać ściółki, usuwać co większe chwasty i cieszyć się bogatymi plonami :-)

Co ważne, ta metoda daje jeszcze jedną korzyść: nie ma potrzeby chronić roślin przed szkodnikami. Rośliny są tak zdrowe i dobrze odżywione, że bronią się przed nimi same!

I co mnie zastanowiło, i czemu tak do końca nie wierzę, to fakt, że nie ma konieczności zmianowania. W naturze rośliny zrzucają nasiona w tym samym miejscu w którym rosną i nie ma stanowi to problemu. Zmianowanie staje się konieczne tylko wtedy gdy uprawiamy ziemię konwencjonalnie /przekopujemy ją lub orzemy. Hmm, muszę się o tym przekonać, zatem kilka krzaczków pomidorów posadzę na miejscu z ubiegłego sezonu. Resztę jednak, tak jak postanowiłam, posadzę w nowych miejscach.
A wy? Jakie macie doświadczenia ze ściółkowaniem?

niedziela, 23 lutego 2014

koniec zimy!


Wiosna w ogrodzie na całego. Wszystkie rośliny zaczęły puszczać pąki pełną parą a w powietrzu czuć cudowny zapach budzącej się przyrody.

Obudziły się już forsycja i magnolia, lada moment rozkwitną. Na drzewkach owocowych też już spore pąki, tylko czekać, aż drzewko sie zabarwi kwieciem.
Zaskoczył mnie bardzo krzak jeżyny, który ma już sporo rozwiniętych liści!

Taki widok może pobudzić najbardziej zaspanego ogrodnika :-) To co, że niedziela, to co, że jestem zasmarkana! To wszystko nieważne, gdy pogoda jak marzenie, słońce wiosennie grzeje (w lutym!!) i chęć do bycia z przyrodą ogromna.

Zrobiłam więc obchód posiadłości, notując w myślach by przyciąć winorośl, usunąć zapomniane mumie z drzew owocowych, przyciąć lawendę.
Cięcie drzewek owocowych zrobiłam jesienią, tuż po zbiorach, więc teraz o tyle mniej mam o zrobienia.




Sąsiedzi, których wiosenne słońce też już obudziło, podzielili się ze mną sadzonką jeżyny bezkolcowej oraz szałwi właściwej. Ogromnie się ucieszyłam, bo smak świeżej szałwi uwielbiam a jeżyny bezkolcowej nigdy za dużo :-) Posadzilam natychmiast, podlałam i popijając kawę zrobiłam przegląd nasion, pozostałych po ubiegłym sezonie. Całkiem tego sporo. Kilka odmian fasolki szparagowej, w tym fioletowa, żółta i zielona, kilka odmian pomidorów, różne zioła, sałaty, ogórki. Z wysiewem większości wstrzymam się jeszcze 2-3 tygodnie, jednak karczochy, sałatę i rącznik wysiałam do wielodoniczek na parapet już dziś.
Syn sąsiadów przybiegł w tym czasie po raz drugi z dostawą larw pędraków dla kur :-) Ale miały wyżerkę!



Każdego roku wiosną właśnie tak wyglądają parapety w moich domu. I będzie tak nadal, dopóki nie będę miała tunelu foliowego. Są takie plany, ale czas pokaże, co z nich wyjdzie. Tymczasem parapety doskonale spełniają swoją funkcję a i w czasie wiosennego deszczu nie trzeba z domu wychodzić by podlać rośliny :-) Trzeba dobrze zaplanować warzywnik zarówno pod względem doboru roślin jak i ich wzajemnego sąsiedztwa. Planowanie jest ekscytujące, to jak początek ciekawej wyprawy, gdzie finał nie do końca da się przewidzieć.
Co roku chcę posadzić więcej, niż pozwala wielkość warzywnika, zatem co roku powiększam go o kolejne pół metra.

W nadchodzącym sezonie planuję posadzić pomidory w miejscach, gdzie jeszcze u mnie nie rosły, nieco wzdłuż płotu, część wśród rabat kwiatowych. Skąd taki pomysł? W ubiegłym roku bardzo szybko, zanim zdążyliśmy nacieszyć się smakiem pomidorów na dobre, przyszła zaraza ziemniaczana i wszystko zniszczyła. Nie udało mi się zrealizować kulinarnych pomysłów na pomidorowe przetwory, zatem postanowiłam dać ziemi odpocząć od psiankowatych w tym miejscu. Mimo, że co roku sadziłam pomidory w innym miejscu warzywnika, czuję, że muszę zmienić to miejsce.
Pamiętam, jak przed 10 laty posadziłam pierwsze pomidory na tej lichej ziemi (VI klasa). Wydawałoby się, że nic tu nie urośnie, a tu niespodzianka! Ziemia, która przez 8 lat nie była uprawiana, gdzie rosło to, co się samo wysiało, była wbrew pozorom bardzo bogata, choć sucha i bardzo przepuszczalna. Nasze pierwsze pomidory były najsmaczniejsze, największe i najzdrowsze.

Piękna to była niedziela :-)
Naładowała akumulatory na cały tydzień.

sobota, 22 lutego 2014