poniedziałek, 19 lutego 2018

Herbata chińska w doniczce

zdjęcia ze sklepu sadowniczy.pl
Ktoś z Was uprawiał w domu herbatę chińską?
Kupiłam nasiona Vilmorin i bardzo ich jestem ciekawa. Zaskoczyła mnie wielkość nasion! Są dwukrotnie większe od zielonego groszku! Na opakowaniu piszą, że roślinę można także uprawiać w formie bonsai. I kwitnie na biało. Pocieszająca jest też wiadomość z opakowania, że w naszym klimacie można zbierać młode liście 4 razy do roku :-) Kwitnie w kwietniu. Skoro ma takie wielkie nasiona to ciekawa jestem jakie ma kwiaty!


Kopiuję dane dotyczące uprawy ze strony sklepu sadowniczy.pl W moim opakowaniu jest 10 szt nasion.

Herbata Chińska 5szt

camellia sinensis

  • Stanowisko: słoneczne

  • Mrozoodporność: 0stC

  • Wymagania wodne: umiarkowana wilgotność

  • Odczyn gleby: kwaśny

  • Preferencje glebowe: żyzna

  • Kolor liści/igieł: zielony

  • Zimozieloność:  tak

  • Tempo wzrostu: roślina szybko rosnąca

  • Typ rośliny: rośliny wieloletnie

  • Kolor kwiatów: biały

  • Okres kwitnienia: lato/jesień VII, VIII, IX, X

  • Docelowa wysokość: od 0,5m do 1m


  • Opakowanie: woreczek

  • Minimalna wysokość rośliny/produktu: 20cm

  • Maksymalna wysokość rośliny/produktu: 20 cm


 Niestety opis ze strony rozmija się z oznakowaniem na opakowaniu. Opakowanie mówi, że roślina dorasta do 1,5m oraz, że kwitnie w czerwcu a na drugiej stronie, że w kwietniu :-) W Virmorin chyba nie czytają tego, co piszą :-)

Moja herbata już od tygodnia w doniczce, na razie nie ma śladów kiełkowania. Czytałam w wielu źródłach, że to nie jest łatwe i większe są szanse na to, że niec z tego nie będzie. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie spróbowała.


                                                      

Genialne placki warzywne z kiełkami fasoli mung


Inspiracją były i wciąż są dla mnie propozycje kolorowej i pełnej warzyw kuchni koreańskiej. W porównaniu z koreańską pod względem ilości warzyw, kuchnia polska wypada mizernie i blado. Głównie mączne kluchy i smażone kotlety. A tymczasem warto wzorować się na kuchni koreańskiej i w ogóle azjatyckiej z powodu bogactwa warzyw, kolorów, rozmaitości. Mnóstwo  w niej kiełków, roślin, o których istnieniu nie wiedziałam :-) Zawsze mnie kręciły potrawy warzywne, jedząc je miałam przekonanie, że to jedzenie wartościowe a nie tylko zapchaj brzuch.

Idea by nasze jedzenie było lekarstwem a lekarstwo pożywieniem uważam za podstawową i chciałabym, by to był przedmiot wykładany w szkołach na równi z językiem ojczystym czy matematyką.

 Czyż nie od tego właśnie zależy nasze zdrowie i życie? Nasze samopoczucie i ilość energii życiowej? Czy nie chodzi o to, by wstawać od stołu w pełni sił a nie zalec na kanapie z rękami na sadle i sapiąc zapaść w drzemkę - pół godzinki dla słoninki?

Gdy wpadłam na to, że nie muszę korzystać z mąki pszennej aby mieć ciasto naleśnikowe bo wystarczy zmielić solidnie namoczoną fasolkę i ryż, zrobienie tych placków było już oczywiste :-)


Co potrzeba do zrobienia placków z kiełkami:
  • solidna porcja kiełków fasoli mung
  • szklanka dowolnego ryżu
  • szklanka drobnej fasoli
  • suszone grzyby - u mnie krojone grzyby mun
  • pęczek zielonego szczypioru
  • 3 ząbki czosnku
  • 1/2 świeżej papryki
  • garść kiszonej kapusty
  • marchew starta na wiórki
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki soli
  • łyżeczka pieprzu
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 2 łyżeczki oleju sezamowego
  • olej do smażenia

Dzień wcześniej wypłucz i namocz ryż i fasolę w wodzie. Napęcznieje i następnego dnia ponownie wypłucz a następnie zmiksuj z niepełną szklanką wody. Lepiej dać mniej wody na początek by ciasto nie było zbyt rzadkie. Powstanie ciasto o konsystencji ciut gęstszej od naleśnikowego.

Zalej suszone grzyby gorąca wodą i pozwól im się nasączyć.
W tym czasie posiekaj wszystkie składniki poza kiełkami.
Wymieszaj ze sobą wszystkie składniki wraz z ciastem.

Nakładaj porcje na rozgrzaną patelnię i smaż na średnim ogniu z obu stron na rumiano.
I gotowe! Masz kolorowe, zdrowe i pyszne placki warzywne.
Gorące są świetne, na zimno następnego dnia do szkoły i pracy też :-)
Na zdrowie!


sobota, 17 lutego 2018

Pąki leszczyny lekiem



Wybraliśmy się dzisiaj rowerami do lasu, choć lekki mróz lutowy szczypał w nosy i ręce. Ciężko było jednocześnie jadąc patrzeć pod koła, bo droga leśna wyboista i na dodatek resztki śniegu, a także rozglądać się na boki. Wypatrywaliśmy wiszących z gałęzi męskich leszczynowych kwiatów, których używamy w naparach czy deserach. Na szczęście na leszczynę nie mamy alergii w rodzinie :) Bakcyla ziołowego miałam od zawsze, szkoda, że w czasie, gdy studiowałam nie było studiów o kierunku fitoterapia, bo byłabym pierwszą  chętną!

Pąki kwiatowe leszczyny mają działanie przeciwzapalne i z powodu bogactwa fitoestrogenów wspomagają leczenie zaburzeń hormonalnych. Bardzo kobiece pąki, zwłaszcza w okresie menopauzy!!

Pączki leszczyny (Gemmae Coryli) zawierają znaczną ilość pyłku kwiatowego, garbniki, kwasy, a nawet żywicę. Podane w formie naparu (3 łyżki pączków zalać 500ml wrzątku) mają działanie odtruwające, przeciwzapalne i przeciwwysiękowe, lekko ściągające.

Zalecane w terapii chorób skóry na tle autoagresji, przeroście prostaty i w trakcie menopauzy (normalizują poziom hormonów).

Zbiór: przed kwitnieniem, suszyć na tacach lub papierze (w czasie suszenia z pąków wysypuje się pyłek kwiatowy, żółty – można zjeść lub  zastosować do pielęgnacji skóry)




dr Różański poleca stosowanie:


Preparaty i dawkowanie:
1. Napar: 2-3 łyżki pączków rozdrobnionych zalać 2 szklankami wrzącej wody, naparzać przez 20 minut, przecedzić. Pić 2-3-4 razy dziennie po 200 ml. Można podawać niemowlętom. Przy zapaleniu piersi stosować okłady 30-minutowe. Ponadto do przemywania schorzałej skóry i okładów na oczy (zmęczenie, stan zapalny, opuchnięcie, cienie pod oczami, pieczenie oczu).

U nas będzie nie tylko napar, ale wysuszone pączki powędrują na przełomie marca/kwietnia do naszej ulubionej liściastej "herbaty" z ogrodu.

A dziś, herbata ze świeżych pączków z kwiatami koniczyny łąkowej :)


A Wy zbieracie leszczynę?

piątek, 16 lutego 2018

Porządek w nasionach

Z kimkolwiek, kto ma bzika na punkcie ogrodu, bym nie rozmawiała, zawsze słyszę, że przy takiej ilości nasion, jaką kupują i gromadzą, ciężko jest utrzymać jakiś porządek i notorycznie zdarza się, że części nasion nie wysiewają, bo zapominają o nich. Albo paczka się zawieruszy. Albo zapomną, że kupili. Albo tysiąc innych sytuacji.
I ja to doskonale rozumiem. Wszystkie moje warzywa i kwiaty wysiewam z nasion, więc wiem, ile ich potrafi być.


Od ubiegłego roku nasiona mam posegregowane wg terminu wysiewu i zapakowane do odpowiednich teczek. Teczki są opisane nazwami miesięcy. Zatem w lutym wyciągam teczkę "LUTY" i wysiewam wszystkie nasiona po kolei w ciągu miesiąca. Najwięcej pracy jest zawsze w marcu i kwietniu - te dwie teczki są naprawdę pękate!

Dzięki takiemu uporządkowaniu niczego nie zapomnę.
Do opisania doniczek z wysianymi nasionami używam drewnianych patyczków laryngologicznych. Paczka 100 sztuk to koszt około 4 złotych. Dużo tańsze niż plastikowe a napisy ołówkiem nie znikają pod wpływem promieniowania słonecznego. Polecam, kto nie próbował. Mogą być też patyczki po lodach, ale na laryngologicznych jest więcej przestrzeni do zapisania.

środa, 14 lutego 2018

Hummus z drobnej fasoli mung

Lubicie hummus? Ja bardzo, zawsze wychodzi, jest pyszny i ma tak wiele zastosowań w kuchni!
Tym razem zrobiłam hummus z drobnej, zielonej fasoli mung, którą uprawiałam latem. Nieźle się bawiłam łuskając te drobne ziarenka ze strąków! Fasolę siałam od razu do gruntu na początku maja. Pozwoliłam jej rosnąć pionowo, dzięki czemu zajęła mniej miejsca. Obawiałam się, że w naszym klimacie uprawa tej ciepłolubnej fasolki się nie uda, a jednak dała radę! Nasiona fasoli mung kupiłam w sklepie spożywczym. Dzisiaj jest dostępna niemal wszędzie. Niestety,różna jest także jakość ziaren. Często kiełkuję fasolę mung i właśnie kiełki zjadamy, więc widzę, jak marnej jakości nasiona są w sprzedaży :-( Bywa, że ponad połowa nie kiełkuje, rozpada się po namoczeniu i zamiast rosnąć, psuje się! Gotując fasolę pewnie tego nie zauważycie.
W każdym razie fasolka rosła na grządce kwitnąc i produkując długie na około 10-15 cm strąki. Pozwoliłam jest całkowicie dojrzeć i zasuszyć strąki zanim się do niej dobrałam.

Na dzisiejszy hummus użyłam półtora kubka suchego ziarna. Nie moczyłam, lecz po zalaniu zimną wodą gotowałam na małym ogniu około 40 minut.

Składniki na hummus:

  • ugotowana fasola
  • 2 ząbki cosnku
  • 1 łyżeczka soli
  • pół łyżeczki pieprzu
  • pół łyżeczki cerwonej papryki
  • szklanka domowego przecieru pomidorowego
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 łyżki musztardy
  • pół łyżeczki cząbru
  • garść posiekanej natki pietruszki

Zmiksuj wszystko na gładko i jedz na zdrowie!
Możesz jeść hummus jako pastę na kanapki, możesz też, jak ja, nabierać hummus na plaster ogórka i zjadać bez chleba :-) Latem lubię też ten hummus na plastrach surowej cukinii, pycha!

Historia z owcami w tle

Wbrew pozorom pracy przy zwierzakach nie jest tak strasznie dużo. Owce były z nami trzy lata i niestety, okazało się, że jesteśmy na nie zupełnie nieprzygotowani. Staraliśmy się bardzo, ale nasze ogrodzenia, żeby nie wiem, jak je ulepszać, okazały się żadnym zabezpieczeniem dla owiec. One po prostu wyłącznie z dobrej woli nie wychodziły na zewnątrz. A jak im się zachciało, potrafiły się z miejsca odbić z czterech łap i przeskoczyć płot 1.5 m. A wydawałoby się, że wielka, ciężka owca, 80-kilowa, z futrem, które samo waży około 5 kg nie wzbije się nad ziemię. Otóż wzbije się bez problemu. Po stracie większości nasadzeń, 18 młodych drzew owocowych, warzywników swoich oraz sąsiadówm znalazłam dla moich owiec wspaniałe domy. 
Czarnulka z córką jest w zachodniopomorskim w gospodarstwie agroturystycznym i robi za atrakcję turystyczną. Pozostałe, czyli Lusia z Bodkiem i Malutkim są pod Kluczborkiem także w agroturystyce. Bardzo żałuję, że nie podołałam opiece, ale koszt nowego, solidnego ogrodzenia tak dużego terenu chwilowo mnie przetarsta  :? 

Te dwa lata z owcami wiele mnie nauczyły. Wiecie, jestem z miasta, ze wsią mam do czynienia od 12 lat, wszystkiego uczyłam się sama. Owce pokazały mi, że przebywanie ze zwierzętami jest czymś wspaniałym. One są szczere, jak je zauważasz i obserwujesz, zaczynasz je rozumieć. Wiesz, kiedy są szczęśliwe, a kiedy smutne albo kiedy je coś boli. Przyjemne jest bardzo przebywanie ze zwierzętami, opieka nad nimi nie męczy mnie, codzienne karmienie z dojeniem jest frajdą i przyjemnością. Fakt, wstawaliśmy przed 5 rano by zdążyć wyjechać do pracy na czas, ale nagrodą były mleko, sery i najlepszy, granulowany nawóz! Prawdziwy cud! Na nim rosły mi najdorodniejsze warzywa a sam nawóz nie wymagał wstępnego przekompostowania. Dawałam go wprost w obórki na grządki.
Przywiązałam się do tych wspaniałych zwierząt i wciąż je wspominam. Może kiedyś znowu do tego wrócę?







Poraz karmienia :-D

poniedziałek, 12 lutego 2018

Ciasteczka czekoladowe bez mąki pszennej


  • 200g ryżu suchego zmielonego na mąkę
  • 50g mąki kokosowej
  • 50g wiórków kokosowych 
  • 50g mąki kukurydzianej 
  • 50g łusek babki jajowatej 
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
  • Solidna garść rodzynek 
  • 1/2 szklanki kakao

  • 4 jajka
  • 250g truskolady lub innego domowego  dżemu 
  • Około 1 szklanki wody 
  • 1 szklanka pigwy z nalewki 
  • 1/2 szklanki oleju 

Składniki suche zmieszaj z mokrymi.  
Nastaw piekarnik na 180 st. C 
Łyżką nakładaj porcje ciasta na blachę wyłożoną  pergaminem. 
Piecz 25 minut. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...